Zmora wszystkich młodych mam - powrót do starej sylwetki sprzed ciąży. Albo chociaż zbliżyć się do tej wagi....
Ja mam takie szczęście, że po przytuciu bagatela 24kg wróciłam do swojej starej wagi a nwet o 1kg mniej po około 4 miesiącach. Jak to zrobiłam? No cóż, karmienie piersią sprawiło, że i dziecko 'wysysało' ze mnie co nie co, a także restrykcyjna dieta (mała miała ostre kolki, zmiany na skórze, duże ulewania). I wcale nie chcę tutaj nikogo zachęcać do karmienia piersią. To jest każdej przyszłej mamy indywidualna sprawa jak i nierzadko zmora pt. 'chcę a nie mogę'.
Ale to nie o laktacji miało być. Moja historia wyglądała następująco:
Jak już wspomniałam - dieta. 0 nabiału (skaza białkowa), 0 pszenicy i produktów glutenowych (podejrzenie o uczulenie na gluten), 0 słodyczy... generalnie przez pierwsze 3 miesiące żyłam na ryżu, marchewce, indyku, wodzie, chlebkach ryżowych, owsiance na mleku ryżowym. I wcale nie mówię, że to była dobra dieta (bo niby skąd miałam wziąc skladniki odzywcze dla mojej córeczki? Dlatego też faszerowałam się różnymi suplementami diety dla matek karmiących. Z perspektywy czasu uważam, że aż tak restrykcyjna dieta w ogóle nie była potrzebna.
- Codzienne spacerki - czy to deszcz, czy to słońce - spacer jest zawsze i zawsze o tej samej porze. 1h to absolutne minimum.
- Siłownia - przed ciążą i w jej trakcie bardzo intensywnie chodziłam na siłownię. Ruch od zawsze był częścią mojego życia. Wróciłam do swoich treningów (z mniejszą intensywnością oczywiście) jakieś 2-3 msc po porodzie. Ustaliłam z mężem grafiki hop. Od niedawna ćwiczę z Ewą Chodakowską która ma swój kanał na youtube - Ewa Chodakowska . Moje ciało polubiło tę formę wysiłku. Wcześniej byłam bardziej 'ciężarową' dziewczyną ;)
- Zdrowe odżywianie - po 3 miesiącach katorgi, organizm zatęsknił do ulubionych owoców, warzyw oraz przypraw (nabiału do dziś nie tykam nad czym strasznie ubolewam bo uwielbiam sery i jogurty, ale ta skaza białkowa....). Plusem jest to, że trochę odzwyczaiłam się od podjadania niezdrowych rzeczy. Teraz, gdy jem już znacznie więcej sięgam po ukochane owoce i zdrowe przekąski. Ok, czasem dziubnę czekoladę czy jakiegoś czipsa ale sporadycznie.
Ameryki raczej nie odkryłam, ani nie jestem jakimś natchnieniem w walce z nadprogramowyni kg, ale udowadniam, że systematyczność i dążenie do celu przynosi efekty :).
A Wy jak walczyłyście z kg? Udało się Wam je zrzucić?